FALANGA

Oficjalny blog publicystyczny Falangi

Przeszukaj blog

Ładuję...

piątek, 5 marca 2010

Zwolennicy "czechizacji" Polski

Ideologia endecji – zwłaszcza w jej popularnej wersji – odznacza się tym, że według ukutych przez siebie stereotypów wyróżnia wśród państw i narodów automatycznie identyfikowane jako „złe” bądź „dobre”. Do „złych” zalicza Niemcy, Ukrainę, Litwę czy Węgry, do „dobrych” – przede wszystkim Rosję, a oprócz niej Czechy. Sympatia dla Czech widoczna była w szeregach endecji przez cały okres międzywojenny. Fakt ten wystawia znaczące świadectwo obrońcom polskiego „interesu narodowego”, jakimi szumnie głosili się endecy, jeśli wziąć pod uwagę, iż państwo czeskie (Czechosłowacja) przez cały ów okres konsekwentnie działało na szkodę państwa polskiego.
W latach poprzedzających wybuch I wojny światowej elita polityczna Czech pozostawała największym w Europie Środkowej zwolennikiem panslawizmu – ideologii i polityki ukierunkowanej na podbicie całego świata słowiańskiego przez Rosję. Po 1918 r. czeskie rusofilstwo płynnie przeszło w prosowieckość. Podstawowym celem swej polityki zagranicznej uczynili Czesi uzyskanie łączności terytorialnej z Rosją Sowiecką, uznane przez nich za najlepszą gwarancję geostrategicznego bezpieczeństwa ich państwa. Na drodze do stworzenia takiego połączenia stała jednak Polska. W wojnie polsko-bolszewickiej Czechy otwarcie dopingowały bolszewików (ramię w ramię z Niemcami), także podczas przełomowego sierpnia 1920 r. Kiedy ta nadzieja na uzyskanie styczności granicznej z Sowietami rozbiła się o mur polskich wojsk, czeska klasa polityczna skupiła wysiłki na dążeniu do budowy korytarza terytorialnego wiodącego do Rosji. W tym celu Czesi bezwzględnie dławili separatystyczne dążenia Słowacji i Rusi Karpackiej, tworzących ramię Czechosłowacji wyciągnięte na Wschód. Konsekwentnie – od 1918 r. – parli też na arenie międzynarodowej do rozbioru Królestwa Węgier, najbardziej propolskiego państwa w regionie i jedynego, które przed bitwą warszawską chciało udzielić Rzeczypospolitej bezpośredniej pomocy zbrojnej. Został on usankcjonowany traktatem „pokojowym” w Trianon z 4 czerwca 1920 r., zezwalającym Węgrom istnieć w skrajnie okrojonej, kadłubowej formie. Mimo to Czesi dwukrotnie proponowali Francji i Jugosławii całkowity rozbiór państwa węgierskiego – w 1921 r. (nie uzyskali zgody mocarstw zachodnich) oraz w 1934 r. na międzynarodowej konferencji w Genewie (projekt miał upaść w wyniku ostrej interwencji polskiej dyplomacji). Choć Czechy zdołały więc opasać Węgry od północy i oddzielić je terytorialnym klinem od Polski, na drodze do uzyskania upragnionego połączenia ze Związkiem Sowieckim wciąż znajdowała się jedna przeszkoda: Galicja Wschodnia, należąca do państwa polskiego. Dla usunięcia tej przeszkody Czesi wspierali (środkami finansowymi i propagandowymi) ukraińską irredentę w Galicji, licząc na destabilizację sytuacji wewnętrznej w tym kraju i, w rezultacie, na utratę kontroli nad nim przez Polskę. Według informacji polskich wojskowych służb specjalnych (II Oddziału Sztabu Głównego WP), po zamordowaniu przez OUN polskiego ministra spraw wewnętrznych gen. Bronisława Pierackiego (1895-1934) zaangażowanie Czechosłowacji we wspieranie organizacji ukraińskich nie tylko nie zmalało, ale wzrosło. Procederowi temu kres położył dopiero dramatyczny rok 1938.
Skąd zatem w historii oraz w myśli politycznej narodowej demokracji takiego bogactwo pozytywnych odniesień do, eufemistycznie mówiąc, nieprzyjaznego Polsce czeskiego sąsiada? W naszej ocenie, wyrastało ono z fundamentalnej dla endecji idei, szczególnie ostro i wyraziście artykułowanej w pierwszym etapie historii tego ruchu, ale nie porzuconej nigdy potem: z postulatu uczynienia z Polaków „nowoczesnego narodu”, czyli celowej modernizacji polskiego społeczeństwa (a mówiąc wprost – rewolucji społecznej). Endecja przedstawiała sobą społeczny i polityczny modernizm. Wzorem modernizacji wśród Słowian pozostawali zaś Czesi. Byli narodem plebejskim, narodem-ludem, który od czasów wojny trzydziestoletniej utracił własną warstwę szlachecką, a ocalała arystokracja stanowiła w czeskim społeczeństwie bardzo niewielką grupę. Polacy, z niezwykle liczną szlachtą i względnie liczną arystokracją, plasowali się na przeciwnym biegunie, co wczesnych endeków popychało do podnoszenia haseł walki ze „szlachetczyzną”. Czesi byli społeczeństwem silnie zlaicyzowanym, czemu trudno się dziwić, biorąc pod uwagę związaną z husytyzmem, kacerską (anty-łacińską, anty-rzymską) genezę czeskiej idei narodowej, a także późniejszą podatność tego kraju na wszelkie nowoczesne, mniej lub bardziej areligijne (bądź antyreligijne) doktryny. W Polsce natomiast katolicyzm trwał silnie zakorzeniony w szerokich masach narodu – co z kolei modernistycznie nastawionej wczesnej endecji kazało wysuwać postulat (przez niektórych jej przedstawicieli podtrzymywany do połowy lat dwudziestych) walki z polskim „klerykalizmem”. Czechy uległy daleko idącej industrializacji i urbanizacji, gdy w Polsce istniało wciąż społeczeństwo przeważnie rolnicze, agrarne, zdominowane przez ziemiaństwo i chłopstwo – uważane nie bez racji za dwie najbardziej zachowawcze (bo związane z ziemią) warstwy społeczne. W Czechach szybko rozwinęła się społeczność typu mieszczańskiego, z jej wszechobecnym egalitaryzmem i równościowym etosem „obywatelskim”, uważanymi za niezbędny grunt dla reżimu demokratycznego. W łonie polskiej wspólnoty narodowej, choć także nadszarpniętej zębem nowoczesności, zachowały się zaś zręby hierarchicznego ustroju społecznego i liczne tradycyjne instytucje społeczne. Endeccy publicyści rugali własny naród za to, iż długo nie kwapił się do osiągnięcia „nowoczesnej polityczności” na wzór społeczeństw zachodnich. Czesi osiągnęli ją bodaj najszybciej w świecie słowiańskim: najszybciej zrealizowali – lewicową w swej istocie – koncepcję narodu z 1789 roku.
Do rzeczników „czechizacji” Polski spoza ruchu narodowo-demokratycznego należał m.in. Stanisław Stomma, rozumiejący przez nią budowę etosu zbiorowego w oparciu o „wartości” mieszczańskie, zorientowane głównie na dobra materialne. Sam związany przed wojną ze środowiskiem mocarstwowców, po 1939 r. nieustannie krytykował rzekome skłonności Polaków do idealizmu i nieprzemyślanego heroizmu, ze szczególną natarczywością pastwiąc się nad polskim „romantyzmem”. Pastwił się oczywiście tylko werbalnie, czego nie można już powiedzieć o tych, z którymi Stomma kolaborował. Po wojnie podążył bowiem typową ścieżką „realizmu politycznego”: przystał do koncesjonowanych przez komunę (i legitymizujących ją) „katolików postępowych”, dzięki czemu w latach 1957-1976 mógł zasiadać w sejmie PRL. Spod jego pióra wychodziły wówczas liczne wypowiedzi utrzymane w takim mniej więcej stylu: „Polityka Polski Ludowej stanęła na mocnym fundamencie, wybrała sojusz zgodny z perspektywami rozwojowymi naszego narodu. Jest to sojusz ze Związkiem Radzieckim.” („Życie Warszawy”, 1960). Albo: „Obywatele z PZPR mówią: internacjonalizm proletariacki, my zaś mówimy: uniwersalizm w duchu chrześcijańskim. Inne podłoże filozoficzne, ale wnioski są w pewnej mierze podobne i prowadzą wielokrotnie do wspólnego celu. (…). Stwierdzaliśmy wielokrotnie, że ogólny kierunek rozwoju społeczno-politycznego wytyczony dla Polski po II wojnie światowej uważamy za słuszny.” („Tygodnik Powszechny”, 1961). Po udziale w obradach okrągłego stołu posiwiały weteran „realizmu politycznego” kończył swą karierę w senacie Republiki Okrągłego Stołu, gdzie zasiadał z ramienia Unii Demokratycznej, a jeszcze później jako działacz Unii Wolności.
Niniejszy szkic nie ma bynajmniej służyć deprecjonowaniu historii czy kultury Czech; przeciwnie, piszący te słowa mógłby w nich wskazać elementy zasługujące na prawdziwy szacunek – choć akurat nie te, jakich dopatrywali się w nich rzecznicy „czechizacji” Polski, chwalący siebie samych za rzekomy „realizm”. Jego celem jest raczej wskazanie, do czego naprawdę wzywa dyskurs „realistyczny”, zgodnie z którym przyjęcie bardziej „przyziemnego”, materialistycznego i programowo pragmatycznego stosunku do rzeczywistości gwarantuje jakoby danemu społeczeństwu „nadążanie” za „wyzwaniami nowoczesnego świata” oraz zapewnia mu większą siłę, skuteczność i pomyślność w działaniach. Zasadniczo sprowadza się on do przekonania, że w zamian za spodziewane względnie szybko korzyści opłaca się ignorować normy niesione przez religię, tradycję i historię – podczas gdy w rzeczywistości wykalkulowane w ten sposób korzyści często nie następują, a odwrócenie się od wspomnianych norm przynosi społeczności wymierny efekt w postaci anomii i degrengolady. „Realiści polityczni”, chowu endeckiego i innego, stawiali czeską obrotność za wzór rzekomym polskim romantykom, idealistom i kabotynom, podobno przy byle okazji chwytającym za szable, by na prawo i lewo szafować krwią narodu. Dowodem na wyższość tej pierwszej postawy ma być fakt, iż w wyniku wieków domniemanych nieodpowiedzialnych i krwawych zrywów „romantyczni” Polacy są w przybliżeniu czterokrotnie liczniejsi od „realistycznych” Czechów…

Adam Danek

Falanga Zielona Góra - w hołdzie Juanowi Donoso Cortésowi

">

Józef Bohdan Zaleski jako wieszcz narodowy i bard tradycji

Ojczyzna stanem naszym dozgonnym – Rodacy!
Toż ćwiczym się ustawnie w obowiązkach stanu,
I na chłodzie, o głodzie, bez chaty, bez płacy,
Jako umiemy służym Ojczyźnie i Panu!


Józef Bohdan Zaleski „Spółtułaczom” (1860)

Józef Bohdan Zaleski (1802, Bohatyrka – 1886, Villepreux) należał do najwybitniejszych, jak również, za swego życia, najpopularniejszych, twórców polskiej poezji romantycznej. Współtworzył w niej tzw. „szkołę ukraińską”, oprócz niego reprezentowaną przede wszystkim przez Antoniego Malczewskiego i Seweryna Goszczyńskiego. Współcześnie pozostaje poetą całkowicie zapoznanym. Jego nieobecność w bieżącym obiegu myśli to wielka strata nie tylko, w ogólności, dla polskiego życia kulturalnego, ale także, w szczególności, dla polskiej prawicy, która może (i, naszym zdaniem, powinna) znaleźć w jego spuściźnie źródło inspiracji dla siebie, podobnie jak źródła takie odnajduje w dziedzictwie innych protagonistów polskiego romantyzmu: Zygmunta hrabiego Krasińskiego (1812-1859), Cypriana Kamila Norwida (1821-1883) czy, w niektórych aspektach, Adama Mickiewicza (1798-1855). Znaczące świadectwo wystawia twórczości Zaleskiego fakt, iż chwaliło ją wielu polskich konserwatystów, w tym OO. Zmartwychwstańcy, należący do reakcyjnej „pentarchii petersburskiej” Michał Grabowski (1804-1863), ultramontanin ks. Jan Koźmian (1814-1877) czy krakowscy Stańczycy – prof. Józef Szujski (1835-1883) i prof. Stanisław hrabia Tarnowski (1837-1917).
Przez całe życie Zaleski odczuwał, jako człowiek i jako poeta, szczególną więź z rodzinnym krajem – Ukrainą. Nie kłóciło się to bynajmniej z jego polską tożsamością narodową. Polskę nazywał swą Ojczyzną, natomiast Ukrainę – oryginalnie – swą Matczyzną. Opierając się o „Najstarsze podanie słowiańskie zapisane u Nestora”, średniowiecznego ruskiego kronikarza, głosił, że narody polski i ukraiński posiadają wspólny rodowód: Polacy wywodzą się od „Polan wiślanych”, zaś Rusini-Ukraińcy od „Polan dnieprowych”. Szczególna rola Ukrainy w twórczości Zaleskiego wynikała z kilku przyczyn. Z jednej strony, poeta wyznawał pogląd – nader konserwatywny – że gwarancją istnienia ładu w świecie jest harmonia pomiędzy człowiekiem a przyrodą, zgodne wpisywanie się człowieka i natury w pewien wyższy porządek. W jego oczach harmonia ta przetrwała na Ukrainie, podczas gdy w innych krajach została dawno utracona. Z drugiej strony, Ukraina to kraj stepów – wielkiej przestrzeni (niem. Grossraum), z jej, pobudzającą ducha, swoistą mistyką. Wreszcie, Ukraina była krajem pogranicza. Pogranicza, gdzie ludy cywilizacji chrześcijańskiej stykały się z ludami reprezentującymi cywilizacje niechrześcijańskie, Tatarami i Turkami, i gdzie odpierać musiały ich najazdy. Na otwartych stepowych pustaciach nie dało się ukryć – należało nieustannie stawiać czoła nieprzyjacielowi. Historia Ukrainy jawiła się Zaleskiemu jako pasmo bitew i wojen toczonych w obronie południowo-wschodnich granic Rzeczypospolitej przeciw bisurmańskim najeźdźcom – a więc historia heroiczna. Jej mieszkańcy-pogranicznicy w ogniu walk wytworzyli etos wojowniczy w jego najwznioślejszej formie, oparty na idei ofiarnej służby ojczyźnie. Etos ten kształtowali własnym przykładem kresowi wodzowie-zagończycy, zasłaniający Rzeczpospolitą swymi pancerzami przed nawałą ze wschodu i gromiący jej wrogów na ukraińskich stepach. Zapomniane dziś postacie wielu z nich – hetmana koronnego Janusza Bieniawskiego, hetmana Kozaków zaporoskich Piotra Konaszewicza-Sahajdacznego (1570-1622), przywódcy Kozaków niżowych starosty chmielnickiego Przecława Lanckorońskiego (zm. 1531), legendarnego księdza-emisariusza Jacka Dominikana, pomysłodawcy utworzenia z Kozaków stałych wojsk ochrony pogranicza starosty czerkaskiego i kaniowskiego Ostafiego Daszkiewicza (ok. 1455-1535) – w przywołujących dawną chwałę utworach Zaleskiego wyłaniają się z bitewnej kurzawy podobni do Tolkienowskich bohaterów. Do boju prowadzi ich nieodmiennie Biały Anioł, jak lud zwał św. Michała Archanioła, widniejącego w herbie i na chorągwi Ukrainy. Przenosząc burzliwe dzieje Ukrainy w świat mitu, poeta niekiedy nie umiał uniknąć mijania się z prawdą historyczną, np. w utworze „Dumka hetmana Kosińskiego” (1822) przemienił Krzysztofa Kosińskiego (zm. 1593), przywódcę powstania Kozaków przeciw Rzeczypospolitej, w polskiego rycerza broniącego jej przed Tatarami.
Najważniejszym z bohaterów występujących w utworach Zaleskiego pozostaje jednak Bojan. W epoce romantyzmu literaci często powoływali do życia na kartach swych dzieł postacie, przez których usta mogłaby do ich rodaków przemówić tradycja w swej najdawniejszej, a więc najczystszej postaci. W ten sposób na przykład szkocki poeta romantyczny James Macpherson (1736-1796) stworzył postać barda Osjana, wyraziciela tradycji celtyckiej żyjącego rzekomo na przełomie Antyku i Średniowiecza. Na kartach utworów Zaleskiego ożył natomiast gęślarz Bojan, wspaniały, majestatyczny wyraziciel tradycji słowiańskiej. Występuje on po raz pierwszy w „Słowie o wyprawie Igora”, staroruskim poemacie z XII wieku. Dla Zaleskiego Bojan to uosobienie i zarazem strażnik heroicznej historii Słowian. Jest prawzorem wieszcza – poety będącego duchowym (i nie tylko) wodzem narodu, wiodącego naród do walki z najeźdźcą. Zaleski nazywał siebie „wnukiem Bojana” albo „Bojaniczem” (synem Bojana), a swoją poezję określał mianem „pieśni bojańskiej” lub „pobojańskiej”, kontynuującej tradycję Bojana.
Dziedzictwo Słowian było jednym z fundamentów orientacji ideowej Zaleskiego. „Bóg – Świat – Słowiaństwo – Polszcza – Ukraina”, napisał poeta ok. 1840 r. w wierszu „Kwinta w mej gęśli”, wyliczając najważniejsze dla siebie punkty odniesienia. Wyrażał on przekonanie o wspólnym pochodzeniu wszystkich narodów słowiańskich, których nazwa miała się wywodzić od Słowa – Słowa Bożego, a więc oznaczać jego synów i głosicieli.

Słowo przed wieki było na początku,
Słowianie idziem od tego my wątku,
Z jednego słowa plemiennicy wszyscy;
Sławę – rozbrzmieli jeno latopiscy.


- pisał Zaleski w krótkim utworze „Słowo”. Starał się przy tym osobiście wspierać dzieło zbliżania do siebie słowiańskich narodów. W tym celu założył w Paryżu w 1835 r. (wraz z m.in. Adamem Mickiewiczem) Towarzystwo Słowiańskie, które miało upowszechniać wśród Polaków wiedzę o innych słowiańskich narodach, czyli, jak stanowił jego aktu założycielski, zwracać ich uwagę „ku wszystkiemu co swoje, co spółsłowiańskie – ku bratnim dziejom i pieśniom i mowie – ku starym pamiątkom i nowym nadziejom”. Jednym z narodów, na jaki Zaleski pragnął skierować uwagę Polaków, byli Serbowie – poeta przetłumaczył na polski lub sparafrazował cały szereg serbskich pieśni ludowych i historycznych, zebranych i wydanych przez ojca nowoczesnej literatury serbskiej Vuka Karadžicia (1787-1864). Wśród tych utworów znalazł się przede wszystkim poemat rycerski „Car Łazarz i carzyca Milica”, opiewający bitwę na Kosowym Polu stoczoną w 1389 r. przez serbskie rycerstwo przeciw przeważającym siłom muzułmańskich Turków – wydarzenie najważniejsze dla serbskiej tradycji narodowej. W 1848 r. uczestniczył też w Zjeździe Słowiańskim w Pradze, licząc, że znajdzie tam poparcie dla realizacji głoszonych przez siebie idei.
Za propagowaniem przez poetę zainteresowania światem słowiańskim kryła się wizja przyszłego zjednoczenia całej Słowiańszczyzny – zjednoczenia, co do którego można domniemywać, iż miało się ono w jakiś sposób urzeczywistnić również na poziomie politycznym. Zapowiadane (czy raczej przepowiadane) przez siebie zjednoczenie świata słowiańskiego wiązał Zaleski ze zjednoczeniem chrześcijaństwa – zażegnaniem schizmy wschodniej. Dlatego też jako patronów Słowiańszczyzny wymieniał często razem św. Pawła i św. Bazylego, symbolizujących odpowiednio zachodnią i wschodnią tradycję Kościoła. Miejsce, gdzie przyszłe zjednoczenie chrześcijaństwa nastąpi, dostrzegał tam, gdzie obrządek zachodni i wschodni istniały obok siebie od wieków – na Ukrainie. Przywoływał w tym kontekście ukraińskie wierzenie ludowe, zgodnie z którym „niektórzy święci pańscy mieszkają na pustyniach między Dnieprem a Bohem i modlą się tam za Ukrainę”, a są wśród nich m.in. święci Paweł i Bazyli. Zjednoczenie chrześcijaństwa i jednoczesne zjednoczenie świata słowiańskiego miało sprawić, iż na ziemi zapanuje porządek Chrystusowy, w którym wszystkie narody odnajdą wolność, w pierwszej zaś kolejności narody słowiańskie, dotąd niesprawiedliwie jej pozbawione – a porządek ten trwać będzie aż do Paruzji. Zaleski włożył tę przepowiednię w usta jednego ze swoich bohaterów Ukrainy, księdza Jacka:

To królewska Słowian gwiazda…
Spod orlego Lecha gniazda!
W niego strzeli złota różdżka.
Którą – Święty Duch – sam uszczka.
Zjednoczona oto Wiara,
Ta piastunka ludów stara,
Stąd się na świat rozwielmoży…
Tu tron stanie na opoce!
I Namiestnik zagrzmi Boży…
Zdepce piekieł ciemne moce!...
Pęta ludów pogruchoce.
Aż Bóg gniew na ziemi złoży!
I śród błysków – bicia gromu –
Chrystus znijdzie – po widomu!...


Impuls do zjednoczenia świata słowiańskiego wyjść miał z Polski, albo raczej – z Rzeczypospolitej, politycznej formy spojonego wspólną tradycją i uświęconego wspólną heroiczną historią związku Korony, Litwy i Rusi. Symbolicznym wyrazem owego związku trzech krain była trójca ich patronów, wymienianych przez Zaleskiego jednym tchem: św. Stanisława, św. Kazimierza i św. Jozafata. Poeta dawał wyraz przekonaniu, iż ten związek ma charakter organicznego zrośnięcia, np. w inwokacji umieszczonej wierszu „Modlitwa za Polskę” (1840):

Maryjo, Matko, królowo na niebie,
W trzech ziemiach Twoich łaskami wsławiona,
Trzy Twoje ziemie – Litwa – Ruś – Korona
Pod święte stopy ścielą się przed Ciebie!
Litwa – Ruś – Polska – trójlistny to bratek,
Dziewico czysta otchnijże swój kwiatek!


W swoim największym dziele, poemacie historiozoficznym „Duch od stepu” (1836), portretował Polskę, Litwę i Ukrainę jako trzy siostry. Czcił też pamięć unii horodelskiej i lubelskiej, pisząc na ich część utwór „Do wtóru!” (1861), w którym wzywał narody dawnej Rzeczypospolitej do wspólnej walki o zrzucenie władzy zaborców i kontynuację dziedzictwa unii – odtworzenie podzielonego podczas rozbiorów organizmu politycznego. Gdy idzie o pozycję Polski w zjednoczonym świecie słowiańskim, Zaleski pisał o niej jako o „królującej pośród Słowiańszczyzny”, co wszelako nie oznaczało panowania nad innymi słowiańskimi narodami, ale raczej przodownictwo wśród nich.
Wizja Zaleskiego miała również dostrzegalny wymiar geopolityczny. W opisywanym przezeń świecie słowiańskim występowały trzy wektory geopolityczne, zwrócone odpowiednio na południe, zachód i wschód. Pierwszy z nich wiązał się ze sławioną przez poetę walką Słowian (Polaków, Kozaków, Serbów) przeciw naporowi islamu nadchodzącemu z południa w postaci najazdów tureckich i tatarskich. Drugi wyrażał się w orientacji antyniemieckiej, widocznej m.in. w „Duchu od stepu”, gdzie Zaleski wspominał niemieckie najazdy na Słowian (m.in. Czechów) dokonywane w czasach przedchrześcijańskich. Trzeci wreszcie wyrażał się w orientacji antyrosyjskiej. Poeta w swych utworach wielokrotnie odmalowywał Rosję jako państwo ciemiężące narody słowiańskie. Rosjan nie uważał zresztą za lud słowiański, ale „czudzki”, tzn. pochodzenia fińskiego; uznawał za nieprawdziwy pogląd o pochodzeniu Rosji od słowiańskiej Rusi Kijowskiej (Rusinów-Ukraińców nawoływał do „wieczystego” sojuszu z Polakami przeciw Moskwie), a w wierszu „Polańskie mogiły” (1864) Rosjan określił wręcz mianem „turańskiej (…) dziczy”. Polskich katorżników na Sybirze nazywał natomiast „krzyżowcami Pańskimi”. Konsekwentnie akcentował konieczność walki Słowian jednocześnie przeciw naporowi germańskiemu i rosyjskiemu. Pisał „Mordujem się – i na śmierć – a żaden rozjemca/Nie przedzierzgnie Polaka w Moskala lub Niemca” oraz jednym tchem wymieniał wspólne polsko-litewskie triumfy oręża pod Grunwaldem (przeciw Niemcom) i pod Orszą (przeciw Moskwie). Wizja geopolityczna zawarta w spuściźnie Zaleskiego pozwala go uznać – obok m.in. Adama Jerzego księcia Czartoryskiego (1770-1861) – za jednego z dziewiętnastowiecznych prekursorów późniejszej idei Międzymorza (Intermarium), tj. integracji w wielką jednostkę geopolityczną krajów położonych pomiędzy Niemcami a Rosją oraz pomiędzy morzami Bałtyckim, Czarnym a Adriatyckim.
Walka Polaków i wszystkich Słowian z panowaniem niemieckim i rosyjskim nie mogłaby się ziścić bez silnego, charyzmatycznego przywództwa wojskowo-politycznego. W sposób właściwy wielu romantykom, Zaleski zapowiadał nadejście w nieodległej przyszłości wodza narodu, zwanego przezeń zgodnie z polską i ukraińską tradycją hetmanem.

Śniłem przez cały wiek wojenne gody,
Wyczekiwałem Wielkiego Hetmana,
I czekam stary, jakem czekał młody,
Duma dum moich, och! niewyśpiewana.


- wspominał w wierszu „Niewyśpiewana”, napisanym w latach siedemdziesiątych XIX stulecia. We wcześniejszym utworze „Otucha” (1864) przepowiadał natomiast:

W pustyni rośnie tam mąż boleści,
Wódz ponad wodze, wieszcz ponad wieszcze;
Ale się musi ukrywać jeszcze,
Nim błyskawicą w krąg się obwieści.


(…)

Ucichnij, ludu mój! Skup się w słuchu!
Huczą już w dali gdzieś morskie fale…
Idzie mąż – idzie wieszcz-hetman w chwale
Dźwigać upadłych braci na duchu.


Postać hetmana splatała się w myśli Zaleskiego z osobą duchowego przywódcy, wieszcza – poety rozbudzającego duszę narodu i wiodącego go do walki z wrogiem. Jego prawzorem pozostawał, rzecz jasna, Bojan, a obok niego Homer, wedle Zaleskiego – pierwszy poeta, który stał się prawdziwym wyrazicielem ducha swego narodu. Zaleski wprowadził przy tym symbol „koła wieczności”, oznajmiając, że poeta, który zdoła osiągnąć więź z narodem podobną Homerowej, znajdzie się „w kole wieczności” u boku Homera. Wieszcz to także pośrednik pomiędzy narodem a światem duchowym. Objaśnia narodowi wolę Bożą i zarazem przedkłada Bogu prośby narodu, dlatego, by właściwie pełnić swą misję, musi pozostawać w łączności z wyższą rzeczywistością:

Wieszcz, jeniec śmierci – uwięzion w cieśni,
Gdy krzyż obejmie pański – a prześni
Zmorę – dostaje skrzydeł – i wzlata
Z Aniołem Stróżem w obszar wszechświata.

(…)

Wieszcz tam pomiędzy głębią a głębią,
Steruje niby pocztą gołębią,
Nawzajem duchom podaje wieści
Rajskiego szczęścia, ziemskiej boleści.


Autorzy uprzedzeni do romantyzmu lubią wypominać mu kult cierpiętnictwa oraz towarzyszącą mu jakoby skłonność do fascynację narodowymi klęskami, takimi jak przegrane powstania czy walki podejmowane bez nadziei na zwycięstwo. Zaleski nie potwierdzał swoim przykładem takiego, dość karykaturalnego, stereotypu romantyka: zawsze wolał opisywać bitwy zwycięskie, niż przegrane – przypominać tryumfy i chwałę słowiańskiego oręża. Jednocześnie niewątpliwie zaliczał się do romantycznych mesjanistów. Pozostawał jednak przeciwnikiem odmiany mesjanizmu stworzonej przez Andrzeja Towiańskiego, którą postrzegał jako herezję – do tego stopnia, że zerwał przyjaźń z Adamem Mickiewiczem, kiedy ten stał się towiańczykiem, a więc odstąpił od nauki Kościoła.
Wrogość do towianizmu miała przyczynę w głębokim katolicyzmie Zaleskiego. Religijność, z jakiej słynął poeta, nie zamykała się li tylko w jego życiu prywatnym, lecz przejawiała się również w jego twórczości, przybierając nawet postać mistycyzmu katolickiego, np. wiersz „Zgryzota i łaska” (1846) jest zapisem doświadczenia mistycznego, doznanego przez autora podczas modlitewnej medytacji, jak informuje podtytuł, w klasztorze „trapistów alzackich w dzień św. Bernarda 1846 roku”. Katolicyzm Zaleskiego miał wyraźny wpływ na jego przekonania polityczne czy artystyczne. W latach 1835-1837 poeta krótkotrwale należał do lewicowego Towarzystwa Demokratycznego Polskiego, z którym zerwał z powodu powrotu do wiary, jaki wówczas przeżył. Juliusza Słowackiego krytykował właśnie za przejawiające się w jego poezjach bezbożnictwo. Ponadto, od początków jego istnienia, utrzymywał związki z zakonem OO. Zmartwychwstańców, prowadzącym w polskich środowiskach emigranckich dzieło duchowej kontrrewolucji.
Stereotypowi romantyka jako rewolucjonisty przeczył wreszcie historyzm Zaleskiego, jego umiłowanie do dziedzictwa przeszłości, w którym w jego oczach człowiek winien być mocno zakorzeniony.
Wszystkie powyższe elementy pojawiają się w nieco ezoterycznym, pełnym symboli wierszu „Sen-Drzewo-Wieszcze” (1839). Poeta nakreślił w nim wizję tajemniczego drzewa, stojącego gdzieś na ukraińskich stepach na straży mogił przodków. Wyrosło ono „z Bożej rosady”, a następnie „zaklął” je sam Bojan. Sen-Drzewo-Wieszcze pośredniczy między Panem Bogiem a ludźmi – „plemionom słowiańskim” przekazuje „Wieść z nieba”. Kto poczuje jego zapach lub wsłucha się w jego szum, odnajduje w swej pamięci „stu pokoleń dzieje”. Zaleski wzywał Słowian do powrotu do owego drzewa, zapowiadając, że kto pierwszy sporządzi sobie z niego różdżkę, stanie się następcą Bojana. Symbol Snu-Drzewa-Wieszczego może zostać zinterpretowany jako przedstawienie wyobrażeń poety na temat znaczenia tradycji, która pochodzi z Boskiej inspiracji, ale zarazem tkwi korzeniami w ojczystej ziemi, usianej grobami przodków; przerasta człowieka, wyznacza mu jego miejsce w świecie ziemskim, a jednocześnie pozwala wykroczyć poza niego – jest drogą do kontaktu z sacrum. Przedstawiciele romantyzmu chętnie zresztą sięgali po symbol drzewa, np. romantyczny myśliciel konserwatywny (uznawany też przez niektórych – zwłaszcza lewicowych – autorów za prekursora faszyzmu) Thomas Carlyle (1795-1881) przeciwstawiał wizję świata-drzewa (świata jako organicznej, żyjącej jedności) charakterystycznej dla myśli „oświecenia” wizji świata-maszyny (świata jako mechanicznej konstrukcji, rządzonej zasadami utylitaryzmu). Nie inaczej czynił i Zaleski – poza powyższym przykładem m.in. w wierszu „Cedr” nakreślił porównanie Polski do drzewa cedrowego, którego zawiązek Bóg rzucił „na przestworza, (…) na równiny pomiędzy dwa morza”.
Głęboki i wojujący katolicyzm, konserwatyzm i historyzm, przekonanie o potrzebie powrotu ortodoksyjnego chrześcijaństwa do jedności, etos rycerski oraz wypływające z niego imperatywy służby Ojczyźnie i obrony cywilizacji chrześcijańskiej, wizja spersonalizowanego, silnego, a przy tym uduchowionego przywództwa w narodzie, wreszcie idea zjednoczenia świata słowiańskiego pomiędzy Niemcami a Rosją – to przyczyny, dla których spuścizna Józefa Bohdana Zaleskiego stanowi wartościowe źródło inspiracji dla polskich środowisk prawicowych.

Adam Danek

Tekst stanowi zapis referatu wygłoszonego podczas obchodów 208. rocznicy urodzin Józefa Bohdana Zaleskiego, zorganizowanych w Krakowie przez Organizację Monarchistów Polskich, dzielnicę małopolską Falangi oraz małopolski oddział Klubu
Zachowawczo-Monarchistycznego.

poniedziałek, 1 marca 2010

W obronie wiary i wolności

29 lutego 1768 r. w Barze na Podolu zawiązana została konfederacja w obronie wiary i wolności. Konfederaci przeciwstawiali się cudzoziemszczyźnie i nowinkarstwu ideologicznemu przyniesionemu do Rzeczypospolitej przez „familię” Czartoryskich i kręgi dworskie, podpierające swe działania na przemocy wojsk rosyjskich, od czasu zaproszenia ich do kraju przed sejmem konwokacyjnym, na którym narzucono kandydaturę późniejszego króla Stanisława Augusta (1764-1795).

Skomplikowana sytuacja polityczna Rzeczypospolitej w drugiej połowie XVIII wieku, powodowała iż walczące ze sobą o wpływy w państwie stronnictwa saskie, królewskie i Czartoryskich, wszystkie w różnych etapach tej walki odwoływały się do pomocy Rosji jak i innych państw. Obóz konserwatywny zwrócił się do Rosji w 1767 r. tworząc konfederację radomską, jednak kluczowe dla utraty samodzielności polityki polskiej było przecież wcześniejsze precedensowe zawezwanie Rosjan przez „familię” w 1764 r.

Swoje znaczenie zachowuje też fakt, iż mające niekiedy swoje racje projekty przekształcenia ustroju polskiego, formułowane były w atmosferze zachłyśnięcia się zachodnioeuropejskim „oświeceniem” przez rodząca się w tamtych czasach „postępową” inteligencję warszawską, skupioną wokół wydawanych z inspiracji dworu pism Monitor (1765-1785) i Zabawy Przyjemne i Pożyteczne (1770 – 1777) oraz spotykającą na cotygodniowo organizowanych przez króla dyskusjach literackich (tzw. „obiady czwartkowe”). W środowisku tym, myśl Locke'a, Rousseau, Voltaire'a czy Diderota była miarą intelektualnej rzetelności, zaś w najlepszym razie lekceważenie a w najgorszym otwarta wrogość do katolicyzmu, żywej jeszcze wówczas kultury Kontrreformacji jak i polskiej tradycji narodowej, postawą powszechną. Konserwatywny publicysta Stanisław „Cat” Mackiewicz (1896-1966) pisał że, w Polsce (za panowania Stanisława Augusta – przyp. R.L.) wiek XVIII istniał w publicystyce, w literaturze, w stronnictwie Czartoryskich, na dworze Stanisława Augusta. Społeczeństwo jednak, naród, powszechność tkwiła całkowicie w pojęciach, obyczajach, gestach, pozach wieku XVII1. Na przekór tradycyjnej tożsamości tego społeczeństwa, narodu i powszechności zwróciły się zabiegi modernizatorów i to właśnie ów naród dokonał insurekcji występując przeciw przemocy państw obcych i przeciw nastającym na jego tradycyjną kulturę, a uznawanym za cudzoziemskich figurantów, skupionym w Warszawie zwolennikom reform.

Bezpośrednią przyczyną wystąpienia Konfederatów był postulat równouprawnienia religijnych dysydentów, co uznawano słusznie za groźne zarówno dla dobra wspólnoty wiernych jak i dla stabilności społecznej. Sprawa ta, widziana w oderwaniu od kontekstu historycznego i ideologicznego może wydawać się stosunkowo mało kontrowersyjna, jednak pamiętać musimy że, jak to zauważa za innym cenionym konserwatywnym publicystą historycznym Michałem Bobrzyńskim (1849-1935) wspomniany już „Cat” Mackiewicz, XVIII-wieczne oświeceniowe postulaty tolerancji religijnej nie mają nic wspólnego z wielowyznaniowością XVI-wiecznej Rzeczypospolitej, której rzeczywiste przyczyny leżały w ówczesnej indyferencji religijnej. Tak więc, równouprawnienie dysydentów, z którym to zamiarem obnosił się od początku swojego panowania sam król, zaś który dla celu wzmocnienia wpływu Rosji na Rzeczypospolitą podnosiła też Katarzyna II (1762-1796), było nie tyle nawiązywaniem do polskich tradycji ustrojowych i politycznych, ile wystąpieniem przeciw nim.

Postulat został postawiony wyraźnie przez posła carskiego w Warszawie Mikołaja ks. Repnina (1764-1768) na Sejmie w 1766 r. Ostatecznie skończyło się jedynie na mało znaczących ustępstwach, wobec czego już w marcu 1767 r. za namową Repnina zostają zawiązane konfederacje dysydenckie w Słucku i Toruniu, następnie zaś, w czerwcu 1767 r., w obronie dotychczasowej konstytucji państwa, powstaje katolicka konfederacja radomska, która zwraca się o wsparcie do ks. Repnina a za jego pośrednictwem do Katarzyny II, po czym przejmuje faktyczną współwładzę w państwie.
Konfederacja po stronie polskiej znajduje swego animatora w osobie x. Gabriela Podoskiego (1719-1777, od 1767 r. prymas Polski), płatnego agenta ks. Repnina, pozyskującego środowisko konserwatywne skupione wokół Karola Radziwiłła (1734-1790) dla sojuszu politycznego z będącą protektorem dysydentów Rosją. Napięcie na tle przywilejów dysydentów, narastając stopniowo, swój punkt kulminacyjny osiąga na Sejmie zebranym w październiku 1767 r., gdy z inspiracji x. prymasa Podoskiego rozgrywającego swą własną politykę w stosunku do opozycyjnego sobie x. biskupa Kajetana Sołtyka (1715-1788, od 1759 r. biskup krakowski), ten ostatni wraz z kilkoma innymi senatorami krytykującymi zbyt elastyczną wobec dysydentów postawę konfederacji radomskiej i sprzeciwiającymi się projektowi nadania dysydentom pełni praw politycznych, zostaje porwany przez żołnierzy carskich i wywieziony w głąb Rosji, do Kaługi.

W kilka miesięcy później, konserwatywnie usposobiona szlachta katolicka miała podjąć odnowę konfederacji w położonym nad granica osmańską Barze i rozpocząć walkę o ocalenie niezawisłości państwa oraz tradycji i praw narodu polskiego. Konfederacja zaangażuje się więc w walkę zbrojną, która wiązać będzie przez pięć kolejnych lat (1768-1772) stacjonujące w Rzeczypospolitej ok. 20-tysięczne wojska rosyjskie, by ostatecznie dowieść, że całkowite podporządkowanie sobie Polski przez Katarzynę II i jej kolejnych posłów w Warszawie jest niemożliwe.

Piszący współcześnie o Konfederacji historyk stwierdził, że w ideologii barskiej motywacje konserwatywne, religijne i patriotyczne tak się ze sobą splątały, iż trudno opiniować, czy konfederacja była bardziej „kontrrewolucją” , wojną religijną, czy ruchem niepodległościowym2 Była ona każdym z tych zjawisk po trosze, mogąc być chyba bez ryzyka popadnięcia w przesadę, nazwana czymś w rodzaju „polskiej Wandei”.

Uczczenie dziś pamięci Konfederacji pod pomnikiem jej z pewnością najwybitniejszego dowódcy wojskowego, generała Kazimierza Pułaskiego (1745-1779)3, jest jednak celowe nie tylko ze względu na jej znaczenie historyczne. Zwróćmy uwagę, że dziś mamy do czynienia z sytuacją w jakiejś mierze przypominającą tą sprzed dwustu czterdziestu dwóch lat; współcześnie również bowiem, skupione w przesiąkniętej wielkomiejską zgnilizną kosmopolitycznej Warszawie elity polityczne i intelektualne, tworzą atmosferę światopoglądową, w której wszystko to, co rodzime, polskie, tradycyjne, uznawane jest za uciążliwą skamielinę przeszłości i coś, co jak najszybciej należy zastąpić zachodnim liberalizmem i kulturową westernizacją. Także dziś słyszymy postulaty równouprawnienia czy równouprzywilejowania najróżniejszych „dysydentów”, czy to w postaci „nowej lewicy”, czy zwolenników dewiacji obyczajowych, czy wreszcie ateistów lub innych im podobnych grup. Postulaty te wygłaszane są równie często przez rodzimych bojowników „postępu”, jak i przez najróżniejsze podmioty zagraniczne, zaś – podobnie jak w końcu XVIII wieku - „klasa polityczna” zdaje się być im niemal całkowicie powolna. Z tego też powodu, współczesna nie-demoliberalna Prawica, musi zawiązać „drugą Konfederację Barską”. Nie chodzi mi tu oczywiście o wzniecanie walki zbrojnej, gdyż musiałby taki zabieg skończyć się jeszcze bardziej dojmującym niepowodzeniem niż jego XVIII-wieczny pierwowzór, lecz raczej o zgromadzenie wszystkich z różnych powodów sprzeciwiających się wzorowanemu na zachodnim modelowi „modernizacji”, tak jak w „pierwszej” Konfederacji Barskiej, zrzeszając w swych szeregach osoby o motywacjach konserwatywnych, religijnych i patriotycznych, gotowe prowadzić walkę w obronie wiary i wolności.

Obecność dziś pod pomnikiem Kazimierza Pułaskiego członków i sympatyków Falangi i OMP dowodzi, że między innymi wokół dziedzictwa Konfederacji, zgromadzenie choćby nawet nielicznej grupy takich osób jest możliwe.     

Ronald Lasecki


1. Stanisław Mackiewicz, Stanisław August, Wydawnictwo PAX, Warszawa 1956, ss. 34-35


2.  Emanuel Rostworowski, Ostatni król Rzeczypospolitej. Geneza i upadek Konstytucji 3 mają, PW „Wiedza Powszechna”, Warszawa 1966, s. 68


3.   Za największy talent polityczny Konfederacji należałoby uznać bez wątpienia x biskupa Adama Krasińskiego (1714-1800, od r. 1759 biskup)


(tekst jest treścią przemówienia wygłoszonego 29 lutego A.D. 2009 r. przez rzecznika prasowego Falangi do członków i sympatyków Falangi i OMP zebranych pod pomnikiem Kazimierza Pułaskiego w Warce).