FALANGA

Oficjalny blog publicystyczny Falangi

Przeszukaj blog

Ładuję...

wtorek, 24 sierpnia 2010

Przemówienie rzecznika prasowego Falangi, Ronalda Laseckiego w rocznicę wejścia w życie Traktatu waszyngtońskiego

24 sierpnia 1949 roku wszedł w życie Traktat północnoatlantycki, co dało początek dzisiejszej Organizacji Paktu Północnoatlantyckiego. Zarówno sam fakt historyczny jak i powstała w jego konsekwencji NATO zasługują na ocenę negatywną. Poniżej postaram się wskazać krótko, dlaczego tak uważamy.

Polityka zagraniczna i międzynarodowy rozkład sił pozostają w ścisłym związku z występowaniem określonej ideologii na danym obszarze, poddanym dominacji konkretnego ośrodka siły. Nietrudno zauważyć, że międzynarodowe oddziaływanie komunizmu współzależało z możliwościami projekcji siły przez państwa będące jego instytucjonalnymi wehikułami. Wcześniej, żywotność idei konserwatywnych i tradycjonalistycznych wiązała się z siłą państw i instytucji stojących na ich straży. Stare europejskie monarchie zrzeszone w Świętym Przymierzu broniły i same były emanacją idei Restauracji. Od tamtych czasów nic się nie zmieniło i wciąż możliwość uporządkowania życia doczesnego na wzór określonego porządku idei zależy od siły, sprawności i zaplecza tych, którzy zadania tego uporządkowania się podejmują.

Mając to właśnie spostrzeżenie na uwadze, należy wskazywać na historyczne i geopolityczne konsekwencje podporządkowania Europy amerykańskiemu hegemonowi w ramach NATO. Hegemonia Stanów Zjednoczonych ma bowiem wymiar militarny, którego wyrazem jest właśnie NATO, do wymiaru tego jednak się nie ogranicza. Realizuje się także poprzez oddziaływanie ideologiczne i kulturowe, przekształcając świadomość Europejczyków tak, że poczuwają się oni do wspólnoty z Amerykanami i identyfikują z ich wartościami, ideologią i punktem widzenia. W ten sposób, zależność przestaje być czymś wymuszanym, staje się natomiast stanem akceptowanym, naturalnym i pożądanym. Dostrzegając tą podstępną naturę amerykanizmu, włoski myśliciel tradycjonalistyczny Julius Evola (1898-1974)pisał w 1945 r. „z dwóch wielkich niebezpieczeństw zagrażających Europie – amerykanizmu i komunizmu – pierwsze z nich jest bardziej zdradliwe. Zagrożenie komunistyczne przybiera bowiem formę brutalną i katastrofalną; oznacza bezpośrednie przejęcie władzy przez komunistów. Tymczasem amerykanizacja postępuje metodą stopniowej indoktrynacji, wiążącej się ze zmianami mentalności i przekształceniami na poziomie drugorzędnej sfery obyczajowości, czego skutkiem jest zasadniczy przewrót i rozkład, którym przeciwdziałać można tylko prowadząc walkę wewnętrzną.” Wskazując na walkę prowadzoną we wnętrzu własnej duszy jako na jedyny sposób oparcia się amerykanizacji, Evola nie miał racji. Amerykanizm bowiem karmi się siłą gospodarczą, medialną i wojskową Stanów Zjednoczonych i ich państw klienckich. Zależność wojskowa powoduje zależność polityczną, ta zaś przekłada się na konkretne posunięcia w polityce wewnętrznej, w gospodarce, w oświacie. Zalew amerykańskich filmów, kreskówek, komiksów, seriali, literatury, amerykańskich zabawek, wzorowanych na amerykańskim, stylu bycia, sposobów organizacji rozrywki i spedzania czasu wolnego, możliwe są w warunkach liberalnej, dopuszczającej swobodny przepływ idei, towarów, usług i osób, polityki prowadzonej przez rządzące oligarchie, legitymizujące swoją władzę przy pomocy odpowiednio przetworzonej w Stanach Zjednoczonych ideologii demoliberalnej. Państwa zachowujące niezależność od Stanów Zjednoczonych, bez różnicy czy są to tradycjonalistyczny Iran, komunistyczna Kuba lub Korea Północna, socjalistyczna Wenezuela, Boliwia lub Ekwador, mniej lub bardziej konsekwentnie izolują też i tym samym, przy pomocy stosowanego przez siebie protekcjonizmu, chronią swoje własne społeczeństwa od zalewu amerykańskiej zgnilizny.

Państwa takie jak wymienione, podobnie jak inne ośrodki siły autonomiczne wobec Stanów Zjednoczonych lub tylko do takiej roli aspirujące, wśród których wymienić można zarówno tradycjonalistycznych islamskich integrystów z Hamasu lub Hezbollahu jak i latynoamerykańskich populistów i lewicowych nacjonalistów jak bracia Ollanta i Antaure Humala z Peru, osłabiają monopol ideologiczny i polityczny Stanów Zjednoczonych, pluralizują stosunki międzynarodowe, podważają monocentryczny charakter porządku światowego, obiektywnie przyczyniają się do rozproszenia, tak więc również do bardziej równomiernego rozłożenia sił politycznych. Dlatego właśnie mnożenie się tego rodzaju inicjatyw poszerza możliwości działania wszelkich podmiotów kontestatorskich, kruszy i rozbija demoliberalny monolit współczesnej globalizacji, demaskuje kłamstwo demokratyczno-prawoczłowieczego nowego, wspaniałego świata.

Przeciwna tendencję reprezentuje NATO, z jednej strony utrwalające amerykańską dominację nad Europą oraz umożliwiające Amerykanom swobodne korzystanie z europejskich zasobów, z drugiej zaś, służące do wyprowadzania zeń uderzeń w ośrodki amerykanizacji się opierające, choćby tak, jak miało to miejsce w przypadku Serbii, podczas wojny w Bośni i Hercegowinie, gdy NATO w latach 1992-1995 udzielało pomocy przeciwnikom Serbii, lub podczas wojny o Kosowo, pomiędzy marcem a kwietniem 1999 r. Jednostki i potencjał europejskich państw członkowskich NATO zostały także użyte do pacyfikacji przez Stany Zjednoczone okupowanych przez nie Afganistanu i Iraku. Użycie NATO poza jego obszarem traktatowym możliwe stało się w wyniku szeregu decyzji podjętych w 1992 r. przez naczelny organ kierowniczy Sojuszu w postaci Rady Północnoatlantyckiej, oraz braku prawnomiędzynarodowej autoidentyfikacji NATO jako „porozumienia regionalnego” w dającym mu początek Traktacie waszyngtońskim.

NATO jest zatem instrumentem umacniania, konserwowania i rozszerzania monocentrycznego porządku międzynarodowego, sprzyjającego inwazji kolejnych krajów przez amerykanizm. Amerykanizm jest niczym innym jak wyzuciem z tożsamości i odcięciem od przeszłości. Amerykański self-made man to istota bez historii, przeszłości i tradycji. Jest przekonany, że może zostać, kimkolwiek zechce, pod warunkiem nabycia odpowiednich kwalifikacji. Różnice między ludźmi, podobnie jak pojęcia dystansu i szacunku tracą w tym przypadku wszelki sens. Zniesione zostają osobowość i różnorodność. Należący do bezkształtnego świata ilości indywidualizm zastępuje wśród Amerykanów nieznane im i niezrozumiałe dla ich prymitywnych umysłów pojęcie osobowości. Amerykanin to istota wykorzeniona, której wizerunku nie stanowi twarz, lecz maska. Amerykanin zmienia maski, w zależności od zewnętrznej presji, której go się poddaje, wewnątrz jednak jest pusty, przypomina zombie. Hołdując materializmowi, Amerykanin żyje, by się bogacić. Stan posiadania i sukces materialny są dla niego miarą wartości człowieka. Nie zna zakorzenienia w czasie i historii, nie zna powinności, honoru, tradycji. Patriotyzm wywodzi z przyznanych sobie konstytucyjnie swobód i praw politycznych, w obliczu podwyżki podatków nic dla niego nie znaczy wierność swemu monarsze i jego dynastii. Amerykanin nie rozumie, że człowiek żyje na ziemi nie po to, by się bogacić, lecz by osiągnąć wyższy wymiar egzystencji, czyli stan ducha, który jest dla Amerykanów nieosiągalny. Cywilizacja amerykańska zastępuje organicyzm mechanicyzmem. Przyroda, krajobraz, nie są tam depozytem, który należy troskliwie pielęgnować i traktować z miłością i szacunkiem należnym pięknemu i kunsztownemu dziełu stworzenia, lecz rabunkowo eksploatowanym źródłem zasobów. Amerykanin nie zna miłości – tamtejsze kobiety oddają się byle komu i byle jak, pozwalają obłapiać po powierzchownym jedynie zapoznaniu, ponieważ intymność ma dla nich rangę tą samą, co podrapanie się po głowie. Oziębły, wyprany z uczuć i pozbawiony duchowej głębi Amerykanin jest nieodrodnym synem epoki nowożytnej – czasu liczb, maszyn, kursów walutowych, telefonów komórkowych, „cybersexu”, hamburgerów i sieci barów szybkiej obsługi, kłamliwie i bezpodstawnie nazywanych niekiedy „restauracjami”. Amerykanin jest bękartem protestantyzmu i liberalizmu. Po swych wiarołomnych rodzicach odziedziczył syfilis egalitarnej demokracji i hedonistycznego materializmu, któremu nadał imię „Cywilizacji Zachodniej” i którym chce zarazić ludy i narody reszty świata, by stały się podobnie duchowo oszpecone i zdegenerowane, jak on sam.

To umocnieniu i zapewnieniu dominacji takiej właśnie „Cywilizacji Zachodniej” ma służyć Sojusz Północnoatlantycki. Będzie to handlowa i komercjalna cywilizacja kupców i bankierów, w której nawet powierzchnia nieba zostanie rozparcelowana i wydzierżawiona na reklamy papieru toaletowego i proszków do prania. Ameryka to Sea Power, talassokracja – świat płynny i bezkształtny, wciąż zmienna, zarazem zaś przerażająco monotonna otchłań. Otchłań ta – oddana już w samej nazwie Organizacji Paktu Północnego Atlantyku – pochłonęła Europę, topiąc w swych czeluściach jej niepowtarzalną kulturę. Rozlewa się na cały świat, sięgając dziś nawet archaicznych plemion Azji Środkowej.

Przeciwstawić się NATO i amerykanizmowi - tej czarnej dziurze, w którą ludy, narody, rasy, religie, plemiona i tradycje wciągane są przez potężne siły konsumpcjonistycznego i popkulturowego przyciągania, następnie zaś przez nie rozrywane na nieodróżnialne od siebie "jednostki", we wnętrzu której to czarnej dziury przestają obowiązywać dotychczasowe, znane zasady organizujące narody kulturalne, otwiera się zaś być może, przejście do przyszłego „świata na opak”, odmiennego we wszystkich swych cechach od naszego świata - należy mobilizując każdą możliwą przeciw nim opozycję. Czy będzie to muzułmański terrorysta taranujący samolotem pasażerskim wieżowce World Trade Center, czy chiński lub koreański komunista grożący Ameryce i jej lokajom użyciem rakiet z głowicami nuklearnymi, czy latynoamerykański guerrillero strzelający do Gringos, czy wreszcie europejski faszystowski lub lewacki (a niekiedy czerpiący z obydwu tych nurtów równocześnie) terrorysta podkładający bomby pod amerykańską ambasadą. Tradycjonaliści i komuniści, „czarni” i „czerwoni”, muszą dziś wystąpić wspólnie przeciw demoliberalnej amerykańskiej „międzynarodówce lodówek”.

Przeciwstawić się NATO i amerykanizmowi, znaczy dzisiaj sformułować najszerszą platformę porozumienia ruchów kontestacyjnych, przez stworzenie przeciwieństwa ideałów wyłożonych w pracy amerykańskiego politologa Karla Poppera „Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie”, na kartach której przedstawiony został logicznie dopełniony amerykanizm. Tak więc wspólny program minimum antysystemowej i antyamerykańskiej opozycji powinien zawierać elementy takie jak resakralizacja państwa, życia, i świata, totalizm, antyliberalizm i antyindywidualizm, kastowość, społeczny organicyzm i konserwatyzm, kult śmierci i terroryzm. To będzie nasza rewolucja – jak napisał rosyjski tradycjonalista integralny Aleksander Dugin (ur. 1962 r.), „ostatnia rewolucja, dzieło acefała, bezgłowego nosiciela krzyża, sierpa i młota, ukoronowanego wieczną swastyką słońca”.

Ronald Lasecki

(Przemówienie wygłoszone pod Ambasadą USA w Warszawie 22 sierpnia A.D. 2010)